Ponieważ ten blog nadal istnieje w czeluściach Internetu, postanowiłam umieścić na nim kilka nowych informacji dotyczących moich poczynań.
A mianowicie, od jakiegoś czasu sukcesywnie nagrywam vloga, którego staram się aktualizować co jakiś czas. Na początek moją skarbnicą okazał się ten blog. Stwierdziłam, że taka historia nie może nie zostać wypowiedziana i nagrana i do tego wrzucona w Internet. W dzisiejszych czasach YouTube czy TikTok jest tak popularny, że w sumie każdy może mówić o wszystkim i do tego, przy odrobinie szczęścia ktoś to obejrzy. Dlatego też zainspirowana koleżankami po fachu, zabrałam i ja za mówienie do kamery.
Nie było to łatwe, muszę przyznać, ale malutkimi krokami do celu. Poniżej wszystkie dotychczasowe filmy.
Witam Was moi mili...jeśli jeszcze ktokolwiek odwiedza swoje zakurzone operowskie blogi. Powiem Wam coś - pisanie tego bloga to była najmądrzejsza decyzja w życiu. Pomimo tego, że może moje pisanie nie jest wielkim tworem literackim, ale skupia moje wspomnienia i fakty, które są w mojej obecnej sytuacji na wagę złota.
Do czego zmierzam. Któregoś dnia dostałam maila w związku z pozwem zbiorowym przeciwko agencjom rekrutującym dziewczyny do bycia au-pair w USA. Napisano w mailu, że może mi się należeć dodatkowa płaca za moją pracę jako au-pair. Oczywiście pomyślałam sobie, że to ściema - kto by tak nie pomyślał. Przejrzałam wszystkie załączone linki, minęło kilka tygodniu i w końcu podpisałam dokument, kliknęłam send i zapomniałam.
Po jakimś czasie przyszedł kolejny mail, aby wypełnić survey o moim pobycie. Duużo pytań, dużo szczegółowych pytań. Dlatego właśnie odkopałam swojego bloga, aby lekko odświeżyć pamięć. Oh.boy what a nightmare that was. Czytanie tych wszystkich przykrych momentów przypomniało mi mój gniew i rozczarowanie programem.
W styczniu zadzwonił do mnie prawnik z Nowego Jorku - szok. Agencja chcę mnie przesłuchać na skypie albo in person - WHAIT? Porozmawiałam chwilę, wzięłam adres email i podałam swoją dostępność. Po kilku tygodniach przyszedł mail z datą kiedy ma się odbyć skypowe deposition. Koniec końców nie odbyło się, ponieważ są jakieś prawne obostrzenia przed przesłuchaniem przez lawyersów z USA. Także, albo do tego w ogóle nie dojdzie, albo jak komuś będzie "zależało" na moich słowach to ściągną mnie tam. Na razie czekam...
Jeszcze 109 dni do wylotu w podróż życia! A my właśnie wróciliśmy z Polski w której spędziliśmy tydzień i jeden dzień. Najbardziej podobała mi się pogoda jaką mieliśmy bo codziennie świeciło słońce, nie to co tu na Wyspach. Muszę Wam powiedzieć, że lotu do Berlina nie wspominam za dobrze, bo tak strasznie trzęsło, że trzymałam za rękę D. i myślałam, że mu ją zmiażdżę, tak się bałam. Ah te małe samoloty easyjetu! Małe pudełka, w których czujesz najmniejszy podmuch wiatru. Jak leciałam do Stanów tym wielkim airbusem lini singapurskich to NIC nie czułam. Wydaję mi się, że im więcej latam tym jest gorzej dla mnie.
Jesteśmy na etapie załatwiania szczepionek i ubezpieczenia na podróż i cały rok w Nowej Zelandii. Okazuje się, że podróżując do Azji Południowo-Wschodniej zalecane są szczepienia. Ja jako przeciwnik szczepień jestem w kropce. Jednak przeszłam już tyle szczepień w swoim życiu i na szczęście nic mi się nie stało, więc teraz nie pozostaje mi nic innego jak poddanie się kolejnym szczepieniom. Bo jednak w głowie siedzi jakiś tam strach przed tymi chorobami. Jeśli chodzi o ubezpieczenie to skorzystałam z orbit protect, rekomendowane przez wydawnictwo Lonely Planet. Idealnie zaplanowane dla ludzi wybierające się na Working Holiday do Nowej Zelandii. Nie płacisz ani mniej ani więcej, płacisz dokładnie za to co potrzebujesz, czy jakoś tak reklamuje się ów ubezpieczenie. Natomiast na miesięczną podróż zakupię kartę Euro26 z opcją World za jedyne 74zł za rok.
Czasami wspominam Amerykę i te sześć miesięcy spędzone najpierw w Denver a później w małej mieścinie Joppa w stanie Maryland. Mija juz 3 lata od mojego wyjazdu, no prawie, a ja wciąż pamietam jak nie mogłam się doczekać aż zobaczę Nowy Jork. Teraz, mieszkając za granicą półtora roku, stwierdzam, że nie żałuję tego, że przeżyłam to wszystko w taki sposób. Nie było łatwo, a cała przygoda nauczyła mnie dużej pewności siebie. Od dwóch miesięcy jestem team leaderem i nie jest to łatwe zadanie, ale uczę się wszystkiego, a szczególnie jak traktować podopiecznych, bo przecież każdy jest inny i trzeba każdego traktować indywidualnie. Ale do czego zmierzam! Każde przeżycie, dobre lub złe, każda przygoda, każde tzw. wychodzenie ze swojej strefy komfortu dodaje nam cech i pewności że możemy robić określone rzeczy. Dlatego też, gdyby ktoś mi dwa lata temu powiedział, że będę team leaderem to bym go wyśmiała.
Udało mi się zostać team leaderem, muahaha. Więcej pieniędzy, dodatkowy dzień wolny. Żyć-nie umierać! Chciałoby się powiedzieć, Trochę więcej obowiązków. A wszystko po to by w Nowej Zelandii nie pozbyć się gotówki za szybko, no i takie stanowisko może już coś znaczyć w CV. Spróbowałam i zostałam wybrana. Minął tydzień bycia T/L i muszę powiedzieć, że na pewno jestem bardziej zmęczona i na pewno tym, że psychicznie mam więcej na głowie. A może po prostu zmęczenie wynika ze zmiany, jednak, dynamiki pracy, może w niedługim czasie to przejdzie. Dlatego dzisiaj mam dzień lenia i nie zamiarzam nigdzie wychodzić.
Wczoraj ukazał się zwiastun nowych "Gwiezdnych Wojen"! Tak, jestem fanką i tak jestem z tego dumna. Trailer wygląda bardzo dobrze, ale nie chcę się tym za bardzo ekscytować, bo nie chciałabym się rozczarować, dlatego nie czytam żadnych nowinek dotyczących tego filmu. Pogoda w Anglii jest coraz lepsza, czuć wiosnę i wreszcie można zarzucić tylko lekką kurtkę na grzbiet i ruszać na spacer. Chociaż nie chwalmy dnia przed zachodem, bo pewnie okaże się zaraz, że znowu będzie wiało i padało i wiało. W czerwcu lecimy na tydzień do Polski, muszę iść do lekarza na kontrolę więc gdyby nie to, to nie sądzę żebym tam leciała przed ostatecznym wyjazdem z Anglii.
Wszyscy pewnie dziwią się czemu opuszczam Anglię, przecież każdy chce tu mieszkać i pracować. Prawda jest taka, że ja bym tu w sumie mogła zostać, ale w innym mieście, lecz za bardzo mnie ciągnie w świat, w nieznane. Nowa Zelandia to magiczna kraina, na pewno nie mlekiem i miodem płynąca, bo każdy kraj ma jakieś minusy. Zawsze chciałam mieszkać w USA, pojechałam tam, ale mi się nie podobało, mam niestety złe doświadczenie, może gdybym pojechała z kimś byłoby inaczej, ale nie ciągnie mnie tam teraz. Potem była Anglia, Londyn! Tak! Tam chcę mieszkać, przyjechałam tu, wprawdzie nie do Londynu, ale 4 godziny od stolicy, i jedyne to mogłoby mnie tu zatrzymać to zarobki :) Zarabianie w funtach to luksus, kiedy podróżuje się do innych krajów. Natomiast nigdy mnie do Nowej Zelandii nie ciągnęło, bardziej już Australia ze względu na rodzinę mieszkającą w Melbourne. Nowa Zelandia to dla mnie coś nowego, nie jest tak, że media promują Nową Zelandię jak tam jest cudnie, nie ma seriali czy filmów (oprócz Władcy czy Hobbita) które pokazywałyby niezwykłość tego kraju. Zanim wyjechałam do USA byłam zafascynowana serialami typu The O.C czy Plotkara, ale życie tam nie wygląda tak jak pokazują seriale. Media pokazują fałszywy obraz o Ameryce.
Codzienność w tym miejscu czasami mnie na maksa przytłacza. W momencie kiedy człowiek haruje jak wół, "góra" ma czelność niedopilnować prawidłowości godzin, ale! 17 lutego złożyliśmy wniosek o wiże Working Holiday do Nowej Zelandii i trzy tygodnie temu dostaliśmy potwierdzenie, że przyznano nam wizy. Całe to zamieszanie było dla mnie nie lada stresem, codzienne sprawdzanie maila czy przypadkiem nie ma decyzji. No, ale juz po wszystkim, teraz pozostaje nam zaplanować podróż do Nowej Zelandii, bo mamy na celowniku kilka krajów, które chcemy zwiedzić po drodze.
Jako, że zaraz po powrocie w styczniu z urlopu w Polsce, nasz kochany managment zapowiedział, że w marcu podczas jednego adult-weekendu nasz departament będzie zamknięty, postanowiliśmy wybrać się na wakacje. Długo się nie zastanawiając, weszłam na stronę Thomasa Cooka i sprawdziłam wszystkie kraje w których jest ciepło w marcu w Europie, w przystępnej cenie, z lotem i opcją half-board. Na początku rozważałam Tunezję, ale okazało się, że znajoma, z którą chcemy lecieć, nie ma paszportu, sic! Szybko jednak znalazłam lepszą opcję, Portugalia, 7 dni, lot, half board, transport z i na lotnisko, 260 funtów. Kupione.
9 marca wylecieliśmy liniami easyjet do Portugalii, lot był wczesny, a że mamy około 1,5h do lotniska w Bristolu, trzeba było bardzo wcześnie wstać. Lot był w miarę łagodny, a lądowanie w Faro gładkie. Powietrze w Portugalii trochę cieplejsze niż w Anglii. Zatrzymaliśmy się w hotelu Auramar*** w Albufeirze. Hotel położony na klifie, i za samą lokalizację hotel powinien mieć 5 gwiazdek.
Albufeira jest bardzo malowniczym miasteczkiem położonym na południu Portugalii, ok. 30km od Faro. Akurat w marcu nie jest za ciepło, ale spokojnie można poleżeć na plaży i załapać się na promienie słoneczne. Dla mnie, zarabiającej w funtach, Portugalia jest tania, więc nie będę wypowiadać się z perpektywa osoby zarabiającej w złotówkach. Niestety, kiedy sprawdzałam takie same wakacje przez polskie biuro podróży, to wyszło aż 2500zł. Nie wiem skąd taka różnica, nie będe w to wnikać. Natomiast uważam, że jeśli ktoś zna angielski, może na spokojnie kupić sobie wakacje przez angielskie biuro podróży i wtedy ewentualnie polecieć do wybranego angielskiego miast i stamtąd do Portugalii lub do innego kraju.
Na duży plus zasługuje plaża w Albufeirze, szeroka i długa plaża, idealnie połączona ze starym miastem, zmusza do spaceru przynajmniej raz dziennie. A przy okazji można napawać się widokiem oceanu i po prostu chłonąć naturę.
W Albufeirze znajduje się biuro podróży, które zajmuje się wycieczkami lokalnymi, my także skorzystaliśmy z usług takiego biura. Przy okazji wyszło, że akurat mieszkając w naszym hotelu, przysługuje nam 30% zniżki na każdą wycieczkę. Dlatego też wybraliśmy się do Lagos, Sagres i do Lizbony.
Lagos
Lagos
Lizbona
Lizbona
Torre de Belem, Lizbona
Pomnik Odkrywców, Lizbona
Klasztor Hieronimitów, Lizbona
Lizbona
Lizbona
Łuk ulicy Augusta Lizbona
Praca do Comercoio, Lizbona
Łuk ulicy Augusta, Lizbona
Na koniec dodaje filmik podsumowujący wyjazd do Portugalii.