Henrietta nigdy nie chcia艂a by膰 doros艂a, to oczywiste. Jednak pewnego dnia, kiedy zrozumia艂a, 偶e doros艂o艣膰 przyjdzie bez wzgl臋du na jej - Henrietty plany i przekonania, zacz臋艂a miewa膰 koszmary senne.
Kiedy zapada艂 zmierzch i wszystko wydawa艂o si臋 by膰 straszniejsze ni偶 w rzeczywisto艣ci, Henrietta chowa艂a si臋 pod ko艂dr膮 i obiecywa艂a sobie, 偶e nigdy, przenigdy nie wyprowadzi si臋 z domu i nie zaniesie na strych swoich zabawek - bo takie okropno艣ci prorokowali jej doro艣li. Bardzo podoba艂o jej si臋 贸wczesne 偶ycie i za nic w 艣wiecie nie chcia艂a s艂ysze膰 o 偶adnych zmianach.
Wraz z up艂ywem czasu coraz cz臋艣ciej pada艂o pytanie o plany 偶yciowe Henrietty.
- Kim zostaniesz jak doro艣niesz, Henrietto? - pytano na imieninach babci Eugenii.
Biedna Henrietta wstydzi艂a si臋 przyzna膰, 偶e chce by膰 nikim i woli zosta膰 w domu, tak jak teraz bo teraz jest przecie偶 tak dobrze.
Kombinowa艂a wi臋c i g艂贸wkowa艂a. Rozmy艣la艂a i rysowa艂a.
Co mog艂aby robi膰 jak uro艣nie?
Prowadzi膰 ma艂piarni臋 dla porzuconych ma艂p! - wymy艣li艂a pewnego dnia. I tak膮 wersj臋 us艂ysza艂a uradowana rodzina na urodzinach wujka Romana.
Nie min臋艂o kilka dni i zaraz zacz臋to t艂umaczy膰 Henrietcie doros艂e 偶ycie.
- Henrietto! - mawiano. - Ma艂py 艣mierdz膮! Ma艂py zerw膮 Ci wszystkie firanki! Ma艂py kosztuj膮, trzeba kupowa膰 im banany, a banany s膮 drogie! Henrietto, jak Ty na tym zarobisz?
Henrietcie przykro by艂o s艂ysze膰 te wszystkie komentarze. Bardzo lubi艂a ma艂py, uwa偶a艂a, 偶e s膮 po偶yteczne i okropnie kochane. Chcia艂a dla nich jak najlepiej, a takie ratowanie ma艂p to przecie偶 艣wietny pomys艂 (skoro ju偶 musi by膰 kiedy艣 doros艂a).
Dopiero g艂os taty Henrietty przem贸wi艂 jej do rozs膮dku:
- Przecie偶 w Polsce nie ma ma艂p! 呕adnej ma艂py nie trzeba ratowa膰!
I to rozstrzygn臋艂o spraw臋. W takiej sytuacji Henrietta postanowi艂a zbudowa膰 olbrzymi dom dla porzuconych zwierz膮t 偶yj膮cych w Polsce. Na parterze mieszka艂yby konie i s艂onie (te z cyrk贸w), na pierwszym pi臋trze 艣winie, gryzonie i lisy. Na drugim barany, koty i r贸偶ne ptaki. A na ostatnim mieszka艂yby psy (bo najlepiej chodz膮 po schodach) i ona, Henrietta. Zatrudnia艂aby weterynarza, kt贸ry leczy艂by je wszystkie i chodzi艂aby z nimi na 艂膮k臋.
Babcia Henrietty oraz wszystkie ciotki, wujki, kuzyni i rodzice, z艂apali si臋 za g艂owy i rozpocz臋li delikatne sugestie szeptane wieczorem do ucha.
- Franek jest lekarzem, wiesz? To taki 艣wietny zaw贸d!
- Mo偶e chcia艂aby艣 zosta膰 listonoszk膮? Mog艂aby艣 przybija膰 mn贸stwo piecz膮tek.
- A niekt贸re fajne panie zostaj膮 nauczycielkami i ca艂y czas bawi膮 si臋 z dzie膰mi!
- Dajcie jej spok贸j, doro艣nie to sama zobaczy! - orzek艂a w ko艅cu mama i wszyscy zamilkli. Henrietta przestraszy艂a si臋 troch臋 tego zdania - no bo co takiego sama zobaczy? Wola艂aby wiedzie膰 ju偶 teraz, 偶eby si臋 na to przygotowa膰! Albo uprosi膰 mam臋 i tat臋, 偶eby nie musia艂a tego zobaczy膰, je艣li oka偶e si臋 by膰 straszne.
Mija艂y lata, a upodobania Henrietty nie zmienia艂y si臋. To znaczy, owszem, ulega艂y pewnym delikatnym modyfikacjom. Po pi臋trowym domu dla zwierz膮t Henrietta chcia艂a zosta膰 hodowc膮 szczurk贸w, kr臋ci膰 filmy przyrodnicze, organizowa膰 mi臋dzynarodowe wy艣cigi 艣limak贸w winniczk贸w, odbiera膰 porody 艣limak贸w winniczk贸w, a na ko艅cu - zosta膰 wyprowadzaczk膮 ps贸w na spacery.
Z punktu widzenia osoby doros艂ej, wszystkie plany Henrietty wydawa艂y si臋 by膰 troch臋 niepowa偶ne.
Zupe艂nie niespodziewanie przyszed艂 czas, kiedy Henriett臋 zacz臋to traktowa膰 jako doros艂膮. Ekspedientki w sklepie zwraca艂y si臋 do niej "Prosz臋 Pani", a m臋偶czy藕ni ca艂owali j膮 w r臋k臋. W艂a艣nie wtedy Henrietta polubi艂a herbat臋 pu-erh i postanowi艂a za艂o偶y膰 kawiarni臋 dla rodzin ze zwierz臋tami.
I tak te偶 si臋 sta艂o.
Do Animali贸w mogli przychodzi膰 w艂a艣ciciele ps贸w, kot贸w, je偶y, jaszczurek, chomik贸w, szczurk贸w, 艣winek i wszystkich innych zwierz膮t - wraz ze swoimi pupilami, rzecz jasna. Menu by艂o bogate i oferowa艂o najrozmaitsze pokarmy, kt贸re zaspokaja艂y g艂贸d nawet najbardziej nietypowych klient贸w. Kawiarnia Animalia sta艂a si臋 miejscem schadzek 艣mietanki towarzyskiej miasta Krakowa.
:)
W przysz艂ym tygodniu pierwsze urodziny mojego sklepu! Absurdalia, sto lat!