wtorek, 25 marca 2014

Znalezione

...przy okazji k艂adzenia kabli w ogrodzie rodzic贸w wyp艂yn臋艂y spod ziemi bagnet i magazynek do jakiego艣 dzia艂ka, jak s膮dz臋. Robotnicy uznali, 偶e to teraz ich i poszli opyli膰, pozwoliwszy sfotografowa膰.


niedziela, 16 marca 2014

Nowe mieszkanie


Teraz ju偶 naprawd臋 jest moje. Tamte to by艂y tylko wynajmowane, na jaki艣 czas. Wszystkie mia艂y jakie艣 plusy. Nad minusami opuszcz臋 zas艂on臋 milcznia, cho膰 w niekt贸rych nawet minusy by艂y fajne.

Walka z agentami nieruchomo艣ci doprowadza艂a mnie niekiedy do histerii. Pozory dbania (nie przesadzajmy: s艂uchania, co m贸wimy) o nasze interesy, na co zawsze dawa艂am si臋 rado艣nie z艂apa膰, ba - chcia艂am da膰 si臋 z艂apa膰, chcia艂am z ca艂ego serca zabawi膰 si臋 w uroczego klienta i kompetentnego us艂ugodawc臋 - zawsze ko艅czy艂y si臋 bolesnym chichotem. Samo ju偶 ogl膮danie naszej ostatniej agentki bola艂o. No ale nic. Ju偶 nie musz臋 si臋 z tym mierzy膰.
Gdy m贸wili艣my, 偶e chcemy w starej kamienicy i mo偶e by膰 do remontu, mia艂am wra偶enie, 偶e agenci rozgl膮daj膮 si臋 na boki szukaj膮c jakby odwrotu, gdyby nasze szale艅stwo przybra艂o inne formy. Wreszcie pad艂o na mieszkanie, kt贸re od trzech lat sta艂o puste. Nikt nie chcia艂 w starej kamienicy chyba, bo innych haczyk贸w nie ma.


Cisza okolicy powala.
Jest jednak偶e du偶o do zrobienia. Ale to dobrze.
Mieszkamy troch臋 jak pionierzy Wroc艂awia. W kuchni jest kuchenka na w臋giel, jak najbardziej u偶ywana. Obok stoi taka na gaz, spokojnie. W kredensie pe艂no pobabciowych przetwor贸w, kt贸re wyjadamy. W szufladach zniszczone, ale jak najbardziej do u偶ytku lub przetworzenia p贸艂cienne po艣ciele i obrusy. W innych szufladach pe艂no poniemieckiego i PRL-owskiego AGD, niezniszczalne sprz臋ty, kt贸re z lubo艣ci膮 i poczuciem usprawnienia sobie 偶ycia u偶ywamy. W zimie, gdy mieszkanie jeszcze nie by艂o nasze, ale mi艂y pan w艂a艣ciciel pozwoli艂 nam si臋 ju偶 szarog臋si膰 przychodzi艂am i my艂am zastaw臋 - stosy wzruszaj膮cych talerzy, waz, p贸艂misk贸w - w zimnej jeszcze w贸wczas wodzie. Owszem, bardzo to by艂o romantyczne. Do teraz odkrywam nowe zakamarki. Pozbywam si臋 nalecia艂o艣ci. Wywalam szmaty. Tak, bez pardonu i anga偶owania emocji wywalam czyje艣 偶ycie.
Dzisiaj zacz臋艂am nowe zadanie - odgruzowanie i umo偶liwienie u偶ywania przeze MNIE pewnego gabineciku. Od razu m贸wi臋, 偶e nie cierpi臋 dopieszczania wn臋trz, tego ca艂ego wicia gniazdek itp. Chcia艂abym mie膰 gotowe. Ale sytuacja jest bojowa i tak te偶 trzeba j膮 potraktowa膰. Uwolni膰 pok贸j, pom贸c mu, umo偶liwi膰 wsp贸艂prac臋 ze mn膮.




艣roda, 23 pa藕dziernika 2013

Jedziemy Polink膮

Jedziemy Polink膮, czyli politechniczn膮 link膮. Bez niej, by przej艣膰 z jednej strony Odry na drug膮 studenci i pracownicy Politechniki potrzebowaliby ok. 45 minut.
Idea przeprawy w tym miejscu (mniej wi臋cej) przez Odr臋 nie jest nowa.

Czekamy - niczym na prom i odpraw臋 graniczn膮 - w okolicach ul. Walo艅skiej. Mieszkali tam niegdy艣 walo艅scy tkacze.



Odje偶d偶a wype艂niony pasa偶erami wagonik, my nadal czekamy...


...tymczasem drugi wagonik powraca z bardziej politechnicznego brzegu (tam jest wi臋cej budynk贸w, no i gmach g艂贸wny):


...wreszcie nasza kolej:




A na drugim brzegu - serowiec, na jego przeszklonym parterze studenci jedli akurat obiad... S艂o艅ce zalewa miasto, a偶 si臋 oczy mru偶膮... 艣ci膮gam p艂aszcz i id臋 dalej w letniej bluzce...



...tymczasem Odr膮 p艂ynie jaki艣 syf...
Za to most Zwierzyniecki jak zawsze szykowny...





...tak naprawd臋 pojechali艣my na drug膮 stron臋 nazbiera膰 mi艂orz臋bu do jednego takiego projektu...


sobota, 6 lipca 2013

Prusice


Odwiedzili艣my znajomych w Prusicach, pierwszej wiosze zaraz za Trzebnic膮. No dobra ma prawa miejskie, fakt. Ma w herbie m.in. d艂o艅 osobno, gdy偶 mieszka艅cy cieszyli si臋 z mo偶liwo艣ci zatrudnienia kata. Mniejsza z tym.
Uliczki s膮 okolone niskimi naprawd臋 domami i ci膮gn膮 si臋 d艂ugo, jest te偶 rynek na kt贸ym od razu rzuci艂膮m si臋 na papierniczy.







Przebiegali艣my przez bramy wykrzykuj膮c: "Wehiku艂 czasu, wehiku艂 czasu!"



Z miasteczkiem wi膮偶e si臋 bardzo okropna, a wszystkim chyba mieszka艅com znana historia z okresu ko艅c贸wki wojny. Nie musicie czyta膰, mo偶na od razu spojrze膰 pod to zdj臋cie.

Historia jest taka, 偶e jak szed艂 front to mieszka艅cy zdecydowali si臋 p贸j艣膰 do lasu i tam si臋 ukry膰, cho膰 zima jak wiadomo by艂a wyj膮tkowo sroga. Decyzja by艂a bardzo nietypowa. W pobliskiej Trzebnicy na przyk艂ad trwa艂a ewakuacja ludno艣ci, na piechot臋 do Wroc艂awia, na dworzec i dalej teoretycznie poci膮giem wg艂膮b Rzeszy. No i w tym lesie wszyscy - wszyscy - zamarzli. Dos艂ownie kilka os贸b zdecydowa艂o si臋 jednak zosta膰 w miasteczku i poczeka膰 na Armi臋 Czerwon膮. Z tego co zrozumia艂am mi臋dzy wierszami by艂a to chyba jakby pr贸ba samob贸jstwa. Paradoksalnie te osoby si臋 uratowa艂y i znam takich, co spotkali si臋 z jedn膮 babci膮, kt贸ra mieszka ca艂y czas w tym miejscu. Tak by艂o przynajmniej w zesz艂ym roku.


I wyobra藕cie sobie, 偶e tak si臋 snuj膮c natkn臋艂am si臋 na babcie rozmawiaj膮ce o tym wszystkim w艂a艣nie. Jak si臋 zapewne domy艣lacie od razu zaj臋艂am si臋 偶mudnym zawi膮zywaniem buta.

Rzuc臋 jednak bana艂em i rzekn臋, 偶e 偶ycie toczy si臋 dalej - byli艣my tam na si贸dmych urodzinach znajomej. Mury patrz膮 na to wszystko.


艣roda, 5 czerwca 2013

Maj膮tek pozostawiony


Zdj臋cia w tym po艣cie s膮 nieostre poniek膮d specjalnie; robi艂am je szybko i kom贸rk膮 ogl膮daj膮c jeden z wielu grubych album贸w, kt贸re powsta艂y dzi臋ki pr贸bom dogrzebania si臋 do dokument贸w mojej rodziny. Fakty, kt贸rych mo偶emy by膰 dzi臋ki tym artefaktom 艣wiadkami (poniek膮d) te偶 ju偶 s膮 zamglone. Moje w艂asne, codzienne fakty w艂a艣nie do nich do艂膮czaj膮 i te偶 rozmgliwiaj膮 si臋 dzie艅 po dniu, by wolniej lub szybciej do nich do艂膮czy膰 (urodziny mia艂am niedawno, schlag by to...).
Jak pewnie wiecie, mo偶na ubiega膰 si臋 o rekompensat臋 za pozostawiony na Wschodzie maj膮tek, ale usi艂owania musz膮 by膰 poparte dokumentacj膮, niekiedy tak absurdaln膮 i nieosi膮galn膮, 偶e Kafka si臋 chowa. Je艣li warunki te zostan膮 spe艂nione, utracone dziedzictwo jest wyceniane i 20% z tego si臋 nale偶y, pani kochana.
Kilka najbardziej wytrwa艂ych i upierdliwych os贸b z mojej rodziny - a sk艂ada si臋 ona g艂贸wnie z takich - podj臋艂o si臋 tego trudu. Chwa艂a im za to.
Znaleziono mn贸stwo zdj臋膰 i innych dokument贸w, kt贸re mama ogarn臋艂a chronologicznie i w albumowe koszulki, ale to nie znaczy, 偶e ktokolwiek ogarn膮艂 informacje z nich p艂yn膮ce.

Na zdj臋ciu poni偶ej jest na przyk艂ad dziecko, kt贸re jako艣 bardzo mnie przyci膮ga. Nikt nie wie, kto to jest.


A ten w臋druj膮cy jak膮艣 ulic膮 we Lwowie jegomo艣膰 to m贸j pradziadek. Stuka pewnie laseczk膮.


...a tu przeszed艂 ju偶 kilka krok贸w dalej.


Dzieci, pies i domy... takie lajtmotiwy.  Dobrze by艂oby teraz taki dom mie膰, wyjecha膰 dla odpoczynku i si臋 wyspa膰, zaprosi膰 do niego kogo艣, po艂o偶y膰 rano d艂onie na drewnianej balustradzie tego balkonu. Niestety, dom贸w nie ma. Nie ma o czym my艣le膰.


P艂yn膮 sobie kolejne postaci, dobrze mi znane ju偶 w innych warunkach, i ich bliscy...

艣roda, 1 maja 2013

Soft loft


 Jak by to by艂o zamieszka膰 w hard lofcie, w wielkiej przestrzeni dooko艂a i nad g艂ow膮 i z takim gigantycznym, okr膮g艂ym, bakelitowym prze艂膮cznikiem - w艂膮czam 艣wiat艂o w pokoju a mam wra偶enie, 偶e w艂膮czam ca艂膮 fabryk臋:)



Gdy wchodzi艂am w to podw贸rko w zimie, mog艂am bez problemu dotkn膮膰 g贸r usypanych ze skutych  ceramicznych kafli, butelkowozielonych oczywi艣cie jak 偶uki i z fragment贸w piec贸w lepszych i gorszych. Gorsze by艂y matowo偶贸艂te, ozdobione reliefami. Za jedn膮 ze zdj臋tych 艣cian wida膰 by艂o du偶e pomieszczenie od sufitu do pod艂ogi wy艂o偶one grubymi, 偶ukowymi kaflami.
Rzecz jasna pojawi艂y si臋 my艣li o wzi臋ciu sobie kawa艂k贸w tego gruzu. Niestety racjonalne si艂y zwyci臋偶y艂y. Gdzie bym przechowywa艂a i co robi艂a z tymi fragmentami? Teraz mam czasem kolejne pomys艂y, co by to mog艂o by膰, ale ju偶 za p贸藕no ha ha.





Gdybym mieszka艂a w lofcie sama mia艂abym tylko moje drogie biurko i wielkie, kwadratowe 艂贸偶ko z paneli na k贸艂kach, by je odkopa膰 gdzie艣 w k膮t gdy przyjd膮 go艣cie. A tak mog艂oby by膰 na 艣rodku i mo偶na by uk艂ada膰 na nim kartki.
 Lod贸wk臋 oczywi艣cie te偶 trzeba by mie膰, w jakim艣 schowku na szczotki.


wtorek, 23 kwietnia 2013

Chyba si臋 zbudzi艂am


Wygl膮da na to, 偶e si臋 zbudzi艂am - gdzie艣 tu obok jest wygaszony piec, ale i drugi, nowocze艣niejszy dogrzewacz zostawiony na wszelki wypadek, na ch艂odniejsze momenty. Gdzie艣 tu powinna by膰 we艂niana narzuta z lwowskiego domu. Stosik ksi膮偶ek ko艂o 艂贸偶ka przypomina o r贸偶nych mo偶liwo艣ciach. Na wyci膮gni臋cie r臋ki stoi najpi臋kniejsze - nowy nabytek, XIX-wieczne biurko. W szufladach na kluczyki ma CO艢. U艣miechamy si臋 z biurkiem do siebie. 
Na dworze dudni膮 tramwaje, 艣wieci si臋 偶abka, chodz膮 ludzie w kurtkach i nie pada 艣nieg. W og贸le to zbudzi艂am si臋 jako bl膮di.
Mo偶na spa膰 dalej, mo偶na te偶 wsta膰 i zacz膮膰 od statecznej kawy.


Wewn臋trzne przej艣cie w Rynku, dla mnie ca艂kowita nowo艣膰 i zaskoczenie, dla innych chyba nie, bo z rozm贸w wnioskuj臋, 偶e tak by艂o tu przed rokiem.






Dizajn na sikstiiiiiz, dziwne piwa, fotograficzne obrazy i du偶o du偶o hendmejdu do sprzedania - wybieram sobie w my艣lach, co mi jest absolutnie potrzebne (do pracy! tak - taki poziom abstrakcji i wkr臋cania samej siebie osi膮gn臋艂am przez zim臋), co jako zbytek, co na prezent. Tarty, wielkie loli-popy, a tak偶e du偶o "Twoich styl贸w" do czytania. Przyjd臋 tu kiedy艣 sama, jak si臋 porz膮dnie zbudz臋.